Od 1 lipca 2026 roku europejski e-commerce działa już w nowych realiach. Unia Europejska wprowadziła opłatę w wysokości 3 euro dotyczącą małych przesyłek importowanych spoza UE. To zmiana, która uderza przede wszystkim w model masowego napływu tanich produktów z Azji. Ale jej skutki mogą być znacznie szersze niż tylko nieco droższy koszyk na chińskiej platformie.
Przez lata europejski handel internetowy funkcjonował w dość osobliwej rzeczywistości. Lokalny sklep płacił za magazyn, pracowników, systemy IT, obsługę zwrotów, logistykę, podatki i zgodność z europejskimi regulacjami. Jednocześnie konsument mógł zamówić pojedynczy produkt z drugiego końca świata za kilka euro i otrzymać go bezpośrednio do domu.
Skala tego zjawiska stała się ogromna. Według danych przywoływanych przez Reuters liczba przesyłek e-commerce napływających do UE wzrosła z około 1,4 mld w 2022 roku do 5,8 mld w 2025 roku. To już nie nisza. To potężny strumień towarów, który realnie wpływa na konkurencję w europejskim handlu.
Nowa opłata zmienia ekonomię najtańszych zakupów. Szczególnie tam, gdzie przewagą platformy nie była marka, jakość czy serwis, ale niemal wyłącznie ekstremalnie niska cena produktu.
Czy to oznacza koniec Temu, AliExpress czy SHEIN? Oczywiście nie. Firmy tej skali potrafią szybko przebudowywać logistykę, zwiększać wykorzystanie magazynów w Europie i częściowo przejmować dodatkowe koszty na siebie. Reuters wskazuje właśnie na rozwój europejskiego zaplecza magazynowego jako jeden z kierunków adaptacji.
Ale dla polskich sprzedawców pojawia się coś, czego od dawna brakowało: szansa na nieco bardziej wyrównaną konkurencję.
I tu zaczyna się ważniejsza część tej historii.
Bo sama opłata nie uratuje słabego sklepu internetowego. Jeśli lokalny e-sklep ma gorszą ofertę, nieczytelny checkout, drogą dostawę, fatalną obsługę klienta i zwrot trwający dwa tygodnie, żadna regulacja nie rozwiąże jego problemów.
Europejski i polski e-commerce dostają raczej krótkie okno możliwości. Czas, w którym warto ponownie pokazać klientowi wartość szybkiej dostawy, łatwego zwrotu, lokalnej gwarancji, bezpieczeństwa produktu i realnego kontaktu ze sprzedawcą.
Najciekawsze pytanie nie brzmi więc: czy zakupy z Azji będą droższe?
Brzmi inaczej:
czy polski e-commerce potrafi wykorzystać moment, w którym sama cena przestaje być jedynym argumentem?
Bo jeśli nie, klient bardzo szybko znajdzie kolejną platformę, kolejny model sprzedaży i kolejny sposób na tani zakup.
Komentarz redakcyjny ecommerceportal.pl

